Artystyczne działania

February 7th, 2002

Teatralne dramy, edycja głosu, warsztaty wokalne to propozycje, z których skorzystała młodzież podczas pierwszego tygodnia ferii zimowych. Warsztaty teatralne odbywały się w Ośrodku Teatralnym Rondo, a prowadzili je aktorzy i reżyser Teatru 2 Strefa z Warszawy.

Przez kilka dni młodzi adepci sztuki teatralnej uczyli się pod bacznym okiem profesjonalistów, jak zagrać emocje, uczucia, jak wypowiedzieć słowo, aby dotarło do słuchacza. Końcowym efektem tych zmagań były etiudy przygotowane przez uczestników warsztatów.
- Praca naszych podopiecznych z innymi nauczycielami jest dla nich bardzo ciekawym doświadczeniem- mówi Jolanta Krawczykiewicz, instruktor teatralny w Rondzie.- Każdy przekazuje coś innego, na inne rzeczy kładzie nacisk. Dzięki temu mogą nauczyć się wielu nowych rzeczy.

Teatr 2 Strefa zaprezentował ponadto słupskiej publiczności dwa spektakle- “Moralność pani Dulskiej” oraz sztukę na dwóch aktorów- “Nocna wizyta naÉ”. Przedstawienia, niestety rozczarowały większość widzów. ,Moralność pani Dulskiej” reklamowana, jako reality show, jako rzecz dotyczącą współczesności niewiele miała z nią wspólnego. Przydługi wstęp, podczas którego pani Dulska ustawia publiczność i mówi jej co jest dobrze widziane w teatrze, a co jest “be” to chyba jedyne elementy reality show, bo więcej trudno było się dopatrzeć. Poza tym sztuka, którą wszyscy znamy ze szkoły, nie miała właściwie nic wspólnego ze współczesnością.

- Jestem rozczarowany spektaklem- nie ukrywa jeden z widzów.- Czuję się oszukany. Zapowiedź spektaklu nie ma nic wspólnego z tym, co zobaczyłem. To jest dobry spektakl, lecz w klasycznym wydaniu, nie ma nic wspólnego z tym, w jaki sposób go reklamowano.
Na szczęście nie cała publiczność tak krytycznie odebrała występ Teatru 2 Strefy. Część widzów podczas spektaklu dobrze się bawiła, a niektóre sceny wywoływały salwy śmiechu na sali. Dramat Gabrieli Zapolskiej, mimo, że jego akcja dzieje się prawie 100 lat temu, nadal jest zrozumiały. Zakłamanie, obłuda, fałsz to rzeczy, które mimo upływu czasu nie zniknęły z naszego życia.

Drugi spektakl warszawskiego teatru poruszał zupełnie inne sprawy. Dwóch więźniów osadzonych na wyspie, skazanych jest nie tylko na izolację od świata, ale również na siebie. Niełatwo jest im w tych warunkach zachować człowieczeństwo. Każda chwila właściwie jest dla nich sprawdzianem. Ważne i trudne problemy poruszane przez młodych aktorów wypadły jednak nieco bezbarwnie. Trudno było im zapełnić przestrzeń sceniczną, przykuć uwagę widzów. Przedstawienie w rezultacie było nużące, chociaż sama fabuła interesująca.

W Słupskim Ośrodku Kultury przez pięć dni trwały natomiast Warsztaty Piosenkarskie, które prowadziła Elżbieta Zapendowska, łowczyni talentów, współpracująca z realizatorami “Szansy na sukces”, nauczycielka m. in. Edyty Górniak i Kasi Kowalskiej. Na warsztaty uczęszczało ponad 20 osób. W niedzielę zakończyły się koncertem, podczas którego każdy zaprezentował swój utwór.

- Jestem w Słupsku już po raz piąty- przyznaje Zapendowska.- Zainteresowanie warsztatami zawsze jest spore. Wiele młodych dziewcząt chce śpiewać. Szkoda tylko, że nie wszystkie potrafią podejść do swoich możliwości krytycznie. Często mimo, braku słuchu, głosu marzą o karierze piosenkarki, widzą siebie w świetle ramp. Rzadko która zdaje sobie sprawę, że kariera to przede wszystkim ciężka praca, a do śpiewania trzeba mieć pewne predyspozycje.

Uczestnicy warsztatów najchętniej śpiewali proste piosenki Kay, Kasi Kowalskiej, Anity Lipnickiej.
- To taki pop środka- dodaje Zapendowska.- Było paru chętnych, którzy chcieli śpiewać poezję, niektórzy rocka. Natomiast milczeniem pominęli piosenki np. “Ich troje”.
Nadzieja w telewizji
Kilka dni warsztatów to bardzo mało. Niewiele można przez taki czas nauczyć.
- Bardziej chodzi o to, żeby coś w tych młodych ludziach poruszyć- wyjaśnia Zapendowska.- Zainspirować ich do dalszego twórczego działania. Czasami takie kilkudniowe warsztaty dają więcej, niż paroletnia nauka. Ktoś usłyszy jakieś zdanie, które zapadnie mu na długo w pamięci i stanie się motorem jego działania.

Młodzi adepci estrady, chcąc wypłynąć na szersze wody, muszą skierować swoje kroki w stronę telewizji. Udział w popularnych programach, takich jak “Szansa na sukces” czy “Droga do gwiazd” to jedyna szansa, aby zaistnieć.
- Rynek rozrywki właściwie nie istnieje- Zapendowska rozkłada ręce.- Taka jest prawda. W ostatnich latach inwestowano w gwiazdki jednego sezonu, na które zapotrzebowanie zbyt szybko mijało. Jedyną szansą dla młodych ludzi jest występ w TV i nadzieja na to, że ktoś ich zauważy, że ktoś będzie chciał ich promować.

Wśród dwudziestokilkuosobowej słupskiej grupy, która uczestniczyła w warsztatach zdarzyły się również perełki. Dziewczyny, które mają duże możliwości i jeśli ich nie zmarnują, to być może niedługo zobaczymy je na srebrnym ekranie.

Autor artykułu: JJ

Jeden szpital – dwie rady

February 7th, 2002

W słupskim Wojewódzkim Specjalistycznym Samodzielnym Szpitalu istnieją dwie Rady Ordynatorów. Przewodniczącym jednej jest Wiesław Pieniążek, ordynator oddziału okulistyki, a drugiej Ryszard Stus, ordynator oddziału Intensywnej Terapii dla Noworodków.

- Nic nie wiem o tym, żeby pan Pieniążek był przewodniczącym Rady Ordynatorów – wyjaśnia Andrzej Piotrowski, dyrektor słupskiego szpitala. – Odbyło się zebranie, z którego sporządzony jest protokół, jest lista obecności. Na zebraniu przeprowadzono tajne wybory, w wyniku których przewodniczącym Rady został pan Ryszard Stus.
Rada Ordynatorów została powołana jako organ doradczy dyrekcji.

- Nie sposób jest kierować jednoosobowo tak dużą placówką – dodaje Piotrowski. – Za wszystkie decyzje i tak odpowiadam sam, ale potrzebuję głosów doradczych w sprawie jakości usług, leczenia chorób, czy negocjacji z kasą chorych. Ordynatorzy poszczególnych oddziałów najlepiej znają specyfikę i potrzeby podległych sobie placówek, dlatego ich głos jest dla mnie ważny.

Nikt mnie odwołał

Wiesław Pieniążek
ordynator oddziału okulistyki
Zostałem wybrany na pierwszym zebraniu, jeszcze w czasie kiedy obecny dyrektor słupskiego szpitala pełnił obowiązki dyrektora. Prawnik napisał statut dla naszej rady, za który osobiście zapłaciłem. Rada miała być organem doradczym dyrekcji, pomocnym przy podejmowaniu ważnych decyzji. Potem było kolejne zebranie, już kiedy Andrzej Piotrowski został powołany na stanowisko dyrektora przez Urząd Marszałkowski, i wybrano kolejnego przewodniczącego. Mnie jednak nikt nie odwołał.

Wybrano mnie

Ryszard Stus
ordynator oddziału
Intensywnej Terapii dla Noworodków
Przeprowadzono drugie wybory, bo okazało się, że muszą być tajne. I wybrano mnie na przewodniczącego Rady. Pierwsza Rada ukształtowała się z lekarzy, którzy sami zgłosili swoje kandydatury. Czekamy w tej chwili na pierwsze zebranie, podczas którego przedstawimy nasze wnioski. Dopiero wtedy będę mógł powiedzieć coś więcej. Poprzedni dyrektor rządził sam, pan Piotrowski chce korzystać z naszych opinii, dlatego powstała Rada Ordynatorów.

Autor artykułu: JJ

Niewidomi dojeżdżają do pracy

February 6th, 2002

Z powodu likwidacji filii Spółdzielni Niewidomych Elsin w Malborku, 14 osób dojeżdża do pracy do Elbląga. 3 osoby zrezygnowały z tego powodu z pracy. Żyją z niskiej renty lub emerytury.

Powodem zamknięcia zakładu w Malborku były względy finansowe. Teren firmy zarząd spółdzielni zamierza wydzierżawić. Lech Kozłowski, wiceprezes Elsinu przyznaje, że do tej pory nie udało się znaleźć dzierżawcy.
- Na nasze ogłoszenia w mediach odpowiedziały dwie osoby, ale ostatecznie nie wyraziły zainteresowania wydzierżawieniem zakładu – wyjaśnia L.Kozłowski.

Pracownicy są zaniepokojeni sytuacją spółdzielni.
- Teraz jesteśmy dowożeni busem na koszt pracodawcy – mówią. – Wiemy, że sytuacja spółdzielni jest trudna. Trzeba ponosić dodatkowe koszty, m.in. dowozu, utrzymania zakładu w Malborku i zatrudnienia portierów do pilnowania pomieszczeń.

Dojeżdżający do Elbląga obawiają się, że pracodawcy nie będzie stać na opłacenie dowozów i będą musieli korzystać z usług PKP.
- Nie mamy pieniędzy na opłacenie biletu miesięcznego. Tym bardziej, że przysługują nam teraz mniejsze zniżki – wyjaśniają pracownicy.

Autor artykułu: (G.W.)

Inwestorów zachwycił zamek

February 6th, 2002

Uczestnicy madryckiego seminarium dotyczącego inwestycji turystycznych w Polsce uważają, że prezentacja malborskiej oferty była najbardziej udana.

Teresa Małecka, wiceprezes Państwowej Agencji Inwestycji Zagranicznych stwierdziła, że reklama była przygotowana profesjonalnie. Jej zaletą była konkretność. Oferta dotyczyła ściśle określonego terenu.

- Zaprezentowałam dwie koncepcje zagospodarowania rejonu ulicy Solnej, tzw. Forum Miejskiego – wyjaśnia Magdalena Marszałkowska, pełnomocnik burmistrza Malborka ds. promocji miasta i rozwoju turystyki. – Planujemy tam, m.in. centrum integracyjne z amfiteatrem, usługi i hotel.

Inwestorom obecnym podczas spotkania oferta wydała się atrakcyjna głównie ze względu na malborski zamek, który ściąga wielu turystów. Zaletą jest położenie miasta blisko Gdańska.
Z ofertą zapoznała się także ambasada polska w Hiszpanii, która będzie promowała propozycję inwestycyjną Malborka pośród zagranicznych inwestorów spoza Hiszpanii.

Autor artykułu: (G.W.)

Szkoła z podjazdem dla niepełnosprawnych

February 6th, 2002

Przed wejściem do Szkoły Podstawowej nr 2 w Nowym Stawie zbudowano podjazd dla osób niepełnosprawnych. Z udogodnienia korzysta obecnie sześcioro dzieci.

- Ucieszyłam się, gdy dowiedziałam się o zniesieniu bariery architektonicznej, ponieważ moje dziecko uczęszczające do tej szkoły jeździ na wózku inwalidzkim. Teraz nie będzie problemu z wjechaniem do placówki – mówi Małgorzata Sobczak, matka niepełnosprawnego ucznia.

M. Sobczak podkreśla, że wykonanie podjazdu to efekt dobrej współpracy z dyrektorem.
- Nie musiałam długo tłumaczyć, dlaczego jest potrzebny – mówi M. Sobczak.
Rodzice oraz dyrekcja placówki zdają sobie sprawę, że zbudowanie podjazdu nie rozwiązało całkowicie problemu. W szkole potrzebna jest także winda.

- Wiemy, że to znacznie większy wydatek, ale ,dwójka” jest piętrowa. Uczniów niepełnosprawnych trzeba wnosić na górę. Jest to uciążliwe i bardzo niebezpieczne, ponieważ wózek może w każdej chwili się przechylić lub wysunąć – mówi M. Sobczak. – Poza tym wiosną nasze dzieci podczas przerwy także chcą wyjść na zewnątrz. Brak dźwigu uniemożliwia im to. Jest jednak nadzieja, że i ta bariera zniknie.

Autor artykułu: (Niki)

Upiorny prezent dla niepełnosprawnego chłopca

February 6th, 2002

Tułów Myszki Miki, bez nóg i głowy otrzymał niepełnosprawny, dwuletni Oscar z Gdyni w prezencie podczas zabawy karnawałowej. – Poczułam, jak coś ściska mi gardło mówi jego mama, Anna Kranczkowska. – Zabawka bez nóg dla dziecka, które nie chodzi?

Oskar ma dwa latka. Urodził się jako wcześniak, w 29 tygodniu ciąży mamy. Dopiero u kilkumiesięcznego chłopca lekarze wykryli mózgowe porażenie dziecięce. Porażenie czterokończynowe.
- Synek nie chodzi – mówi mama Oskara, Anna Kranczkowska z Gdyni. – Nie umie posługiwać się rękami. Codziennie jest rehabilitowany. Walczę, by kiedyś mógł sam jeść…
Oskar wraz z mamą dostał zaproszenie na zabawę karnawałową, organizowaną przez Polskie Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym. Zabawa odbywała się w ośrodku przy ul. Olimpijskiej w Gdyni Redłowie. Pod koniec dwugodzinnej imprezy pojawił się Mikołaj. Dzieci i rodzice ustawili się w kolejce po prezenty.
- W paczce były lizaki, cukierki, pluszowy zając – wylicza pani Anna. – Osobno od sponsora, firmy McDonald’s, dzieci dostały hamburgera i zabawkę. Kiedy zdjełam opakowanie – zbladłam. W środku był sam kaleki tułów Myszki Miki, bez nóg i głowy. Poczułam, jak coś ściska mi gardło. Zabawka bez nóg dla dziecka, które nie chodzi?
Oskar nie był jedynym dzieckiem, które otrzymało zdekompletowaną myszkę (warto jeszcze dodać, że przeznaczoną do zabawy dla dzieci, które już skończyły 3 lata).
Alicja Gontarz ze stowarzyszenia, organizującego zabawę, tłumaczy, że to była wpadka. Nikt nie miał zamiaru urazić uczuć matek i niepełnosprawnych dzieci. Od prawie ośmiu lat McDonalds pomaga gdyńskim niepełnosprawnym, a spore zastrzyki finansowe otrzymywane od firmy pomagają w utrzymaniu placówki.
- Jesteśmy wdzięczni, że istnieje firma, która chce pomagać naszym dzieciom – mówi. – Pewnie ktoś przez pomyłkę wrzucił do zabawek fragmenty Myszki Miki do składania. Prezenty rozdawali inni rodzice, pracujący społecznie, którzy nie zwrócili uwagi na zawartość opakowań. I stało się… Rozumiem powody, dla których pani Kranczkowska zareagowała tak emocjonalnie i nie chciała wymienić tej zabawki na inną. Pozostali rodzice zgodzili się na zamianę. Pozostaje mi tylko złożyć wyrazy ubolewania…

To straszne
Mówi Krzysztof Kłapa, rzecznik prasowy ,McDonalds Polska”:
- To coś strasznego, komuś zabrakło wyobraźni. Muszę jednak powiedzieć, że prócz fragmentów Myszki Miki przekazaliśmy dla dzieci z Gdyni wiele innych zabawek, a nasi pracownicy nie mieli wpływu na to, co zostanie wręczone dziecku. Rozumem ból matki dziecka i osobiście obiecuję, że będziemy tworzyć specjalną ,strefę ochronną”, by taka sytuacja już nigdy się nie powtórzyła.

Autor artykułu: (DJA)

Rozliczenia spółdzielni z danymi lokatorów na śmietniku

February 6th, 2002

Ponad 400 imiennych faktur i zaświadczeń z danymi osobowymi lokatorów gdyńskiej spółdzielni mieszkaniowej ,Za Falochronem” znalazł mieszkaniec gdyńskiego osiedla Karwiny w zsypie swojego bloku przy ul. Makuszyńskiego 54. W dokumentach widnieją dokładne dane personalne gdynian wraz z nazwiskami i adresami.

Z faktur można zorientować się, ile płacili lokatorzy spółdzielni m.in. za wodę, ogrzewanie oraz inne koszty eksploatacyjne budynków. Mieszkańcy są oburzeni. Władze spółdzielni dotychczas nawet nie wiedziały, że zginęły im jakieś dokumenty. Sprawą zajęła się już policja i prokuratura.
- To jeden wielki skandal – mówi pragnący zachować anonimowość członek Spółdzielni Mieszkaniowej ,Za Falochronem”. – Jak może dojść do takiego bałaganu w spółdzielni, że tego typu faktury trafiają na śmietnik? Jeśli spółdzielnia nie ma co z nimi zrobić, lepiej niech je zniszczy, a nie wyrzuca. Nie życzę sobie, aby ktokolwiek dowiadywał się, ile płacę za wodę i ogrzewanie. Pracownikom spółdzielni, których utrzymujemy, jak widać jest to obojętne.

- Sprawa ta jest w tej chwili badana, bo naszym zdaniem złamana została ustawa o ochronie danych osobowych – mówi kom. Eugeniusz Bubicz, naczelnik sekcji dochodzeniowo-śledzczej komisariatu policji na Karwinach. – Grozi za to kara do 2 lat więzienia. Śledztwo prowadzimy pod nadzorem prokuratury.
W sprawie wyrzuconych dokumentów skontaktowaliśmy się z Dimitrisem Skurasem, prezesem SM ,Za Falochronem”.
- Zupełnie nie wiem, jak mogło dojść do takiej sytuacji, dowiedziałem się o niej od policji – powiedział prezes. – Takie dokumenty zazwyczaj archiwizujemy, nie mam pojęcia, kto zawinił. Jako prezes nie miałem z tym nic wspólnego, uważam, że winowajcy powinni ponieść karę. Nie chcę szerzej komentować tego incydentu, dopóki nie wyjaśni go prokuratura.

Wyrzucone

  • 2001 lipiec – Tony akt personalnych ze zdjęciami, listy płac, rachunki bankowe z numerami kont, a także plany zabezpieczenia jednego z banków leżały w opuszczonym budynku w Pruszczu przy ul. Podmiejskiej. Niegdyś w biurowcu mieściło się prywatne archiwum.
  • 2000 maj – Życiorysy, zdjęcia i podania o pracę osób starających się o posady w sklepie spożywczym wyrzucono na śmietnik. Przypadkowo znalazł je mieszkaniec Gdańska.
  • 2000 październik – Akt oskarżenia przeciwko Grzegorzowi K. wpłynął do gdańskiego sądu. Mężczyzna wyrzucił na śmietnik życiorysy, adresy, numery telefonów, a nawet zdjęcia kandydatów do pracy w gdyńskiej firmie.

    Autor artykułu: (szad)

  • Wieczorne poszukiwania siedemdziesięciopięcioletniej gdynianki

    February 5th, 2002

    Wczoraj po południu rozpoczęły się poszukiwania Józefy Czerniejewskiej, 75 letniej gdynianki, która w miniony piątek 1 lutego wyszła z domu w Gdyni Karwinach i zaginęła.

    W akcji wzięło udział 20 ratowników z Poszukiwawczego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, 7 funkcjonariuszy gdyńskiej Straży Miejskiej oraz 3 osoby z rodziny zaginionej. Ratownikom pomagało 7 psów przeszkolonych do poszukiwania ludzi.
    - Skorzystaliśmy z pomocy 3 jasnowidzów – powiedziała Dagmara Gągola, wnuczka pani Józefy. – Wszyscy, niezależnie od siebie potwierdzili, że babcia żyje. Jako miejsce jej pobytu wskazali lasy ciągnące się od Karwin do Wiczlina. Tchnięci tą nadzieją zwrócilićmy się do ratowników z prośbą o pomoc.

    Akcja poszukiwawcza rozpoczęła się o godz 16. Po odprawie, podzieleniu na grupy oraz rozdaniu krótkofalówek, ochotnicy ruszyli do lasu.
    - Znając topografię okolicy staramy się, aby nasza akcja miała jak największe szanse powodzenia – powiedział Zbigniew Matysiak, Naczelnik Służby Ratowniczej POPG. – Dlatego, każda z grup przeczesuje inną część lasu. Działania prawdopodobnie prowadzone będą do godz 22, jeżeli nie przyniosą skutku, jutro od rana wznowimy poszukiwania.

    Autor artykułu: (pac)

    Dokuczliwy skup makulatury w Kartuzach

    February 5th, 2002

    Przy ul. 3 Maja w Kartuzach od wielu lat funkcjonuje punkt skupu surowców wtórnych. Jego działalność jest źródłem problemów i uciążliwości mieszkańców bloku znajdującego się tuż obok.

    - Kupując mieszkanie w nowym budynku nie spodziewaliśmy się, że nasze sąsiedztwo będzie takie kłopotliwe – wyjaśnia jedna z lokatorek. – W punkcie skupu surowców spala się makulaturę i różne odpadki. Dym unoszący się z komina nie pozwala nam na otwieranie okien, czy korzystanie z balkonów.
    W ubiegłym roku sprawą zajął się Wydział Ochrony Środowiska przy Urzędzie Gminy w Kartuzach. Na jego wniosek Straż Miejska przeprowadziła kontrolę tego miejsca. Dopatrzono się uchybień. Dzierżawca został ukarany mandatem.

    - Zwiększyliśmy częstotliwość kontroli tego terenu – mówi Ludwik Manuszewski, komendant straży. – Nowy dzierżawca wymienił na nasze żądanie piec na urządzenie opalane gazem. Pomimo tego, podczas jednej z kontroli stwierdziliśmy, że w piecu spalana jest też makulatura. Pracownicy tłumaczą, że jedynie ogrzewali pomieszczenia. Zaś dzierżawca punktu skupu zaprzecza jakoby kiedykolwiek spalał u siebie makulaturę. Twierdzi, że odpady są wywożone do Świecia nad Wisłą gdzie są przerabiane.
    - Nie otrzymaliśmy żadnego sygnału o zanieczyszczeniach środowiska – podkreśla Henryk Gajda, dyrektor Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Kartuzach. – Skontaktujemy się z Urzędem Gminy i wspólnie podejmiemy stanowcze działania.

    Działka, na której funkcjonuje punkt skupu makulatury została przekazana w wieczyste użytkowanie Okręgowemu Przedsiębiorstwu Surowców Wtórnych w Gdańsku.
    - Zgodnie z naszym założeniem przez działkę ma też przebiegać alejka prowadząca do liceum, a całość ma mieć charakter parku. Na naszą ofertę zamiany tej działki na inną nie przystała jednak firma gdańska – tłumaczy wiceburmistrz Kartuz, Bogdan Zieliński.
    - Zaproponowano nam wymiennie działkę na obrzeżach miasta, przy torach kolejowych, na co nie mogliśmy wyrazić zgody – wyjaśnia Piotr Podlecki, prezes Zarządu Okręgowego Przesiębiorstwa Surowców Wtórnych w Gdańsku. – Teren na którym znajduje się obecnie punkt skupu położony jest w centrum miasta, więc jest bardziej atrakcyjny. Będziemy nadal prowadzić rozmowy w tej sprawie. Podkreślam, że nasza firma tylko dzierżawi skup surowców wtórnych.

    Autor artykułu: (K.M)

    Woda zabrała wszystko

    February 5th, 2002

    Wierzyca, która wylała w okolicach starogardzkiej strzelnicy zatopiła kilkadziesiąt ogródków działkowych. – Woda zalała wszystko co mieliśmy na działce – mówił nam Stanisław Warsiński, emeryt ze Starogardu. – Poprzewracała pergole, rozmyła rabaty i grządki, jednym słowem uczyniła spustoszenie.

    - Pod wodą znalazło się poletko truskawek, które posadziłem tu w ubiegłym roku – dodaje.
    Co jakiś czas pod ogródki podjeżdżają samochody, przychodzą ludzie i tylko patrzą kiwając z niedowierzaniem głową. Są to w przeważającej części emeryci, dla których działka jest często największym skarbem. W niejednym oku widać łzę.
    - Działkę mam tutaj od trzydziestu lat i powódź nawiedziła nas po raz trzeci – dodaje pan Stanisław. – Pierwsze takie zdarzenie miało miejsce dwadzieścia jeden lat temu. Drugi raz woda zalała ogródki w minionym roku. Ledwo co udało się nam doprowadzić je do porządku, a już spotkało nas kolejne nieszczęście. Nie zamierzamy się jednak poddawać.
    Pan Stanisław staje przy płocie i robi kilka zdjęć. Na teren ogródków nie wchodzi. Mówi, że zrobi to jak woda opadnie. Z jego obserwacji wynika, że przez weekend poziom spadł o jakieś 25 cm. Pokazuje zdjęcia zrobione latem. Piękne rabaty z kwiatami, którymi zajmuje się żona, przystrzyżone trawniki oraz kwitnące truskawki. Niestety na wiosnę trzeba będzie zaczynać wszystko od nowa.

    Autor artykułu: (toro)